Asgard's Wrath

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Po dzisiejszej grze pro tip dla każdego kto planuje zacząć:

Polecam spokojnie pograć main story i NIE COFAĆ SIĘ ZA SZYBKO DO POPRZEDNICH LEVELI w celu porobienia tego, co tam wam zostało. Jeśli to wasza choroba i nie chcecie przechodzić do drugiego aktu póki nie zrobicie pierwszego na 100%, to niestety czeka was ciężka przeprawa.

Dziś uznałem, że jak się trochę przykoksowałem i poznałem lepiej mechaniki gry, to cofnę się do pierwszego levelu i zrobię tam wszystko, czego wcześniej nie potrafiłem. No bo co może mnie tam zaskoczyć? Jakieś podstawowe mobki, nic trudnego. Okazało się, że gra uważa inaczej. Jako, że to metroidvania, to twórcy wiedzieli, że gracz najprawdopodobniej będzie wracał do pewnych miejscówek, szczególnie tych bardziej istotnych z punktu widzenia side quetsów (o czym za chwilę). No i jak żem wrócił do tego pierwszego poziomu, to okazało się, że doszło tam kilka skrzynek ze skarbami, a wraz z nimi, zamiast podstawowych kmiotów pojawili się znacznie potężniejsi wrogowie. Nawet zmniejszyłem poziom trudności! Na wyższym poziomie trudności tarczę można zbić tylko parowaniem. Na niższym można po prostu robić to poprzez ciachanie wrogów. Myślałem, że sporo mi to ułatwi... myliłem się. Jest trudno :D Także nie polecam takiego wracania zbyt szybko, choć dzisiejszej eskapady nie żałuję, bo po pierwsze czasami przebudza się we mnie growy masochista, a po drugie wcale nie wróciłem po to by otwierać jakieś z lepszymi itemami.

Wyczytałem gdzieś, że w grze znajdują się ukryte sidequesty, tzw. labirynty. I nie są to zadania w stylu przynieś, podaj, pozamiataj, a dłuższe przygody oparte na jakiejś mini-historii. No i dowiedziałem się, że taki side-quest ukryty jest na pierwszej mapie gry. Faktycznie tam był i okazał się bardzo ciekawy. Polegał na przeczesywaniu dungeonu w poszukiwaniu 4 reliktów wielkiego bohatera i więcej nie zdradzę bo finał tej mini historii też jest dość ciekawy. W każdym razie w owym dungeonie nie było jakoś tragicznie ciężko do czasu, aż natrafiłem na bossa. Ogropodobne coś, ze 3 razy większe ode mnie i z potężną maczugą. Ja i mój kompan (zwierzątko, znaczy się) ledwo przeżyliśmy to starcie, ale Fatality w postaci złapania łba ogra obiema rękami i wydarcia go z ciała wynagrodziło mi wszystkie bóle. Na początku w ogóle zgłupiałem, bo gdy upadł, pojawiły się dwa znaczniki na jego głowie. Chwyciłem i przez chwilę nie wiedziałem co zrobić, po czym pomyślałem, że po prostu pociągnę. Fontanna krwi powiedziała mi, że dobrze zrobiłem. Takie rzeczy tylko w Asgard's Wrath. A tak poza tym to za tego questa dostaje się zarąbistą tarczę, więc myślę, że warto go zrobić.

Ogólnie rzecz ujmując to do tych wszystkich sidequestów, zagadek krasnali i wszystkiego co opisałem do tej pory, dziś doszły jeszcze dwie mechaniki i generalnie wątpię, bym miał cierpliwość przechodzić tę grę na 100%. Nie jest może tutaj tak źle jak w Assassin's Creed Odyssey, ale jest tego ogrom. No nic, zobaczymy jak będzie szło dalej. Póki co wracam do main story, żeby trochę podrasować postać i sprzęt, bo bez tego szkoda psuć sobie nerwy. Niby loadingi nie są długie i śmierć nie jest bardzo bolesna, ale ileż można :D
 

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Ależ mi się przyjemnie przez ostatnie dni grało. Skończyłem zbaczać z kursu i powróciłem do main story. Ulepszyłem sprzęt i wszystko inne co mogłem i zająłem się chłonięciem fabuły. Czysta przyjemność. Dodatkowo gra dodała nową mechanikę walki, która nieco zmienia zasady gry:

Pojawiła się opcja uniku. Wychylamy gałeczkę, wciskamy X i robimy "wzium". Super sprawa, ale oczywiście nie ma nic za darmo - w grze jednocześnie pojawili się wrogowie wykonujący nieblokowalny, nieparowalny cios. Mimo to, dzięki dashowi w końcu poczułem się w pełni komfortowo, bo lubię walczyć w ten sposób. Szkoda, że postanowiłem wcześniej się cofnąć do poprzednich leveli, bo z tym unikiem (którego odkryłem zaledwie 5 min dalej w main story), moje życie byłoby łatwiejsze :D

Podsumowując ostatnie dni: udało mi się skończyć Sagę II (cała gra podzielona jest na 6 sag, z czego pierwsza to krótkie wprowadzenie, więc się nie liczy). Finał świetny. Spoilować historii nie zamierzam, ale wspomnę tylko że jeśli ktoś w In Death Unchained nie przepada za walką z Asmodeusem, to nie będzie miał lekko w finale drugiej sagi :D. No i zaczęła się Saga III, w którą pograłem do tej pory może z 10 minut, ale zupełnie wywraca ona do góry nogami to co do tej pory znałem. Dlaczego?

Asgard's Wrath polega z grubsza na tym, że jako bóg wcielamy się w kilku bohaterów. Saga II to jeden bohater, Saga III to drugi bohater i tak dalej. I o ile w Sadze II walczyliśmy mieczem, tarczą i latającym toporkiem, to w Sadze III wcielamy się w maga posiadającego staff (kostur?) i ładującego go duszami zmarłych. Nie wiem jeszcze jak dokładnie wyglądać będzie walka, ale do tej pory używałem tego staffa do rozwiązania kilku zagadek i jest mega :D. Postać ta ma oczywiście swoją historię, jest to więc jakby zupełnie nowy wątek, w którym przy okazji poznajemy Thora, któremu ktoś zajumał Mjolnira i on oczywiście oskarżył Lokiego. Nasza w tym rola, by Lokiemu pomóc oczyścić się z zarzutów.

A no i jeszcze jedna możliwość w grze się pojawiła, która nie jest według mnie spoilerem, więc pokrótce opiszę ją tutaj: W świecie Asgardu jest takie Drzewo Życia. Możemy sobie do niego pójść i rozwijając jego... nazwijmy to "kwiaty" specjalnymi przedmiotami, dostajemy różne permanentne perki, np. po zadaniu ciosu śmiertelnego, nasz kolejny cios będzie krytyczny, albo po wypiciu potionka mamy szanse na to, że dostaniemy go jakby gratis. Tego typu rzeczy.

No to tyle na dziś. Do następnego!
 

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Jakby się ktoś zastanawiał gdzie podziały się moje update'y z asgards wrath to spieszę donieść, że niedawno skończyłem z żoną A Way Out, a teraz bierzemy się za Borderlands 3. Wiecie jak to jest - jak się ma czas tylko na jedną grę, to te coopowe zawsze mają pierwszeństwo przed singlowymi, nawet jeśli te ostatnie są w VR :D
 

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Heloł.

W weekend wróciłem do Asgard's Wrath i już dwie kolejne sesje za mną. Bałem się trochę syndromu odstawienia, o którym na podcaście mówił @Simplex - mam tutaj na myśli to, że po tak długim odstawieniu gry zapomnę jakiejś istotnej mechaniki i będę się męczył. Cóż... nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że o czymś nie zapomniałem, bo jak tu pamiętać coś, czego się nie pomni... ale w grze w menusach jest cała sekcja tutorialsów w postaci krótkich kart, które tłumaczą mechaniki, więc luz.

Dalej sobie pykam Sagę III, w której to developerzy znowu mnie zaskoczyli, bo tym razem rozwinęli mechanikę boskiej formy. Nie będę spoilował, bo to dość daleko w grze, ale bardzo miło, że niemal każdy aspekt gry co jakiś czas ulega poszerzeniu. Również mój mag został wyposażony w nową broń, także i na tym polu gra się ciekawiej.

Jest jedna rzecz, która mnie strasznie irytuje i jest chyba największą wadą gry... Mówię tutaj o jej procesie uruchamiania. I nie chodzi mi zabawę z Virtual Desktop, no bo tego nie da się przeskoczyć. Ale jak już odpalimy grę, to robimy długawą kalibrację kontrolerów, która trwa dobre 20 sekund, potem kolejne 20 sekund oglądamy logo Senzaru i Oculusa, a potem jeszcze płonący napis Wrath przez chwilę. Na szczęście potem możemy po prostu kliknąć Continue (chyba, że ktoś ma kilka saveów, to wtedy wciska Load Game i wybiera save), a sam loading trwa już może kilka sekund (przynajmniej u mnie, god bless SSD!).

W ogóle to testowałem sobie to magiczne SSW na Virtual Desktop i tutaj ciekawa sprawa: Z opcją always enabled miałem jakieś takie krypto-stuttery, niby nie widoczne, ale coś mi nie grało. Gra była jakaś taka nieprzyjemna gdy poruszałem się postacią, więc może to te sztuczne klatki mnie tak mierziły? O dziwo po przełączeniu SSW na auto (chyba tak jest nawet domyślnie) wszystko wróciło do normy i nawet w karczmie nie muszę już schodzić na LOW, jak to drzewiej robiłem. Wszystko jest płynniutkie, a drobne stuttery zdarzają się jedynie tuż po loadingu, przy wejściu do nowej lokacji. Ale to wystarczy nie ruszać się, 2-3 sekundy porozglądać i dopiero potem ruszać - oczywiście o ile komuś to mocno przeszkadza. Także koniec końców nie wiem kiedy ten SSW się załącza, a kiedy nie, ale na auto grało mi się przyjemnie jak nigdy - chodziłem, ciachałem i mimo iż po godzinie czułem już ucisk wokół głowy, to jeszcze trzymał mnie syndrom kolejnego małego kroczku, kolejnej rozwiązanej zagadki. Na szczęście opamiętałem się, ściągnąłem gogle i już nie mogę się doczekać kolejnej sesji.

Do następnego!
 
  • Popieram
Reactions: amzuk and Simplex

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Witojcie.

Kolejne dwie sesje za mną, a końca nie widać. I nie chodzi mi tu nawet o całą grę, tylko jeszcze o Sagę III. Długa zabawa :D
Ale zrobiłem sobie kolejny labirynt, który był zaskakująco trudny. Musiałem sporo się nagłowić, by rozwiązać zagadkę, ale w nagrodę dostałem fajny kawałek historii ze świata mitów północy, a także nagrodę rzeczową (podobnie jak przy pierwszym labiryncie). Wątek główny też nieco pchnąłem dalej, ale o dziwo to właśnie zadania poboczne są według mnie bardziej intrygujące. Wynika to pewnie stąd, że za ich sprawą wątek główny się nieco rozmywa i traci tempo, a zadania poboczne zwykle robię "na raz". No i zadania poboczne to trochę inny rodzaj gameplayu - wolniejszy, z większą ilością zagadek. W głównym wątku są za to dynamiczne i często krwawe akcje. Zagadki też są ale raczej proste, a wspomniany wyżej labirynt zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.

Pozdrawiam i do następnego.
 

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Hejo!

Dziś skończyłem Sagę III. Finałowa walka świetna. Na początek był dość trudny mini boss, a potem walka z właściwym badassem znowu w kompletnie nowej mechanice.

Otóż była to mechanika... tower defence! Do dyspozycji były trzy dźwignie, którymi ustawiałem działo i z którego następnie naparzałem do idących w moją stronę wrogów. Fale były chyba 4 o ile dobrze pamiętam, każda kolejna trudniejsza. Po wygranej cutscenka i koniec

Saga IV to ponownie nowy bohater, nowa kraina i zupełnie inny styl walki. Ponownie ciekawskich odsyłam do spoilerów:

Bohaterem jest tym razem elf imieniem Stikkan, a miejscem akcji Nilfheim. Dla niezaznajomionych z nordycką mitologią jest to kraina, w której rządzi córka Lokiego Hel (ją też zresztą w grze poznajemy). Kraina ta jest skuta logiem i przykryta śniegiem, także zupełnie inny klimat niż wcześniej. No i w domyśle jest krainą umarłych - ciekaw jestem co mnie tam spotka.
Wracając do bohatera - ponownie twórcy mnie zaskoczyli bo jego broń jest przekozacka. Jest to taka jakby włócznia, ale ostrza ma po obu stronach. Także poza rzucaniem nią w przeciwników, możemy też wykonywać efektowne młynki (o ile mamy wystarczająco miejsca do gry). Fajne jest to, że włócznie można złapać oburącz, bo oburęczne młynki są fajniejsze. Ale co jest najlepsze - łapiąć włócznie obiema rękami możemy też rozdzielić ją na dwie części i w ten sposób otrzymać dwa sztylety! Ponownie możemy nimi po prostu ciachać i rzucać, ale to nie wszystko. Sztylety są bowiem połączone magiczną nicią, także jeśli natrafimy na wroga to możemy specjalnie spudłować sztyletami (jeden rzucić trochę na lewo od niego, drugi na prawo), tak by magiczna lina przecięła wroga na pół! Oczywiście silniejszych wrogów tak nie oneshotujemy, ale przy podstawowym mięsie armatnim zabawa jest świetna. Możemy na przykład wbić jeden sztylet w ziemię, a drugi w tarczę wroga, a następnie unikać jego ataków i ganiać z nim w koło, przez co nieświadomie będzie on przecinał magiczną liną swoich koleżków czekających na bęcki. Sky is the limit. Oczywiście magiczna nić służy przy okazji do rozwiązywania zagadek - już na początku natrafiamy na punkty naładowane elektrycznością, którą za pomocą magicznej nici musimy przetransportować do innego punktu. Oczywiście rzucanie dwoma sztyletami przy pomocy obu rąk z tą samą precyzją jest zadaniem trudnym, ale na szczęście możemy sobie sztylety przekładać dowolnie w rękach i rzucać tylko tą dominującą. Epicka rzecz.

I to tyle na dziś. Z ciekawości spojrzałem jeszcze na listę questów w Sadze III. I powiem tak - gdybym robił tylko main story i nic poza tym, to ta gra wcale nie byłaby taka długa. Obstawiam 15-20h na całość, co jak na RPG wcale nie jest wartością kosmiczną. Ale co ja poradzę, że zbaczanie to naturalna rzecz, kiedy jesteś w tak bogatym i pięknie wyglądającym świecie? Aż chce się go poznawać!

Do usłyszenia!

Ta gra jest chyba za długa ;)
Bluźnisz ;)
 
Last edited:

Simplex

Apostoł VR
PSN
patrz niżej
XBL
patrz niżej
Steam
simplexpl
Cały czas zachęcasz żeby w końcu w to zagrać :) Ale ja się boję grać bo tez musze zrobić wszystkie poboczne zadania.
 

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Cały czas zachęcasz żeby w końcu w to zagrać :) Ale ja się boję grać bo tez musze zrobić wszystkie poboczne zadania.
Jeśli przez wszystkie masz na myśli, że musisz zrobić też wszystkie wyzwania w stylu ,,Ustrzel pięć celów w ciągu 25 sekund" albo ,,Zapal 4 pochodnie w 8 sekund" no to masz przerąbane. Osobiście tego typu pierdółek nigdy nie robię (bo dają tylko materiały do craftowania), ale ostatnio muszę przyznać, że trafiłem do pomieszczenia właśnie z wyzwaniem z pochodniami i ze zdziwieniem stwierdzam, że było spoko. Taka mini-łamigłówka, w której musiałem zsynchronizować swoje ruchy i rozkazy dla mojego zwierzako-kompana.

Ale mam to gdzieś - zamierzam robić tylko te rzeczy, które dadzą mi jakieś kawałki historii, bo inaczej to za 100h z tej gry nie wyjdę. Zresztą w porównaniu z ostatnimi Asasynami to ta gra nie wydaje się wcale aż taka bogata i rozbudowana. Ale w VR i chodzi się wolniej i dużo rzeczy się po prostu ogląda, próbuje... No i jak to mówiliście na podcaście - czas jakoś tak szybko leci.
 

Arturo

Aktywny forumowicz
PSN
ArczeroS
XBL
ArczeroS
Steam
ArczeroS
Nie no, mówię o zadaniach pobocznych (questach), a nie wyzwaniach.
No to nie ma tego dużo. Tak naprawdę tylko labirynty, których jest dwa na sagę i które trwają średnio 1h, do 2h maks. . Z czego do tej pory miałem tylko jeden, którego z jakiegoś powodu nie mogłem przejść bo twórcy wymyślili, że będzie tam potrzebny skill, który dostanę dopiero w przyszłości.

Osobiście robię też zagadki tych krasnali, ale przyznam że jak nie mam pojęcia o co im chodzi, to po prostu szukam w sieci, bo krasnale akurat muszę mieć wszystkie (nie wiem, może to jakaś choroba, ale jak we Wrocławiu byłem to też tylko krasnali szukałem i zdjęcia im robiłem).

Także jak już przejdę grę, to będę w stanie dzięki tworzonym tu zapiskom mniej więcej policzyć ile mi zajęła. Teoretycznie jestem już za połową gry, bo Sag jest 6, a ja mam 4.